fb yt
PL EN

Stefan Kisielewski Utwory fortepianowe Magdalena Lisak/ fortepian

Kisielewski_front.png

Stefan Kisielewski, człowiek wielu talentów, swoją przygodę z muzyką rozpoczął w dzieciństwie od nauki gry na fortepianie. „Czarne pudło”, jak pieszczotliwie nazywał ulubiony instrument, towarzyszyło mu przez całe życie, aż po ostatnie takty Koncertu fortepianowego  utrwalone na papierze na kilka miesięcy przed śmiercią. Studiował w czasach, gdy rektorem Konserwatorium Warszawskiego był przez pewien czas Karol Szymanowski. Mimo uznania, jakie żywił dla twórcy Pieśni o nocy, jego ulubionym kompozytorem stał się już w młodości Sergiusz Prokofiew. „Osobiście nigdy nie lubiłem programowej ekstazy ani ekshibicjonistycznego liryzmu, ani wreszcie szemrzącego i szeleszczącego impresjonizmu – kochałem się w Prokofiewie ze Suity scytyjskiej, w Strawińskim ze Święta wiosny, entuzjazmowałem motoryczną, bezpardonową rąbanką (to zostało mi do dziś.” – wspominał. Nie znaczy to wcale, że utwory, które wybrała na płytę znakomita pianistka Magdalena Lisak, to jedynie „motoryczna, bezpardonowa rąbanka”. Ułożone w porządku chronologicznym pozwalają śledzić rozwój i przemiany stylu kompozytora, który nie rościł sobie pretensji do odkrywania nowych światów w muzyce,  pozostawił w niej jednak ślad na miarę swojej niezwykłej osobowości.  W utworach artysty  można dostrzec ten sam rys przekory, który znaczy liczne karty jego felietonów, artykułów, czy powieści. Przykładem może być Danse vive - utrzymana w konwencji „barbaro” apoteoza galicyjskiego tańca – krakowiaka. Utwór powstał na zamówienie Lecha Miklaszewskiego – pianisty, pedagoga, publicysty i kompozytora. Rękopis utworu spłonął podczas Powstania Warszawskiego wraz z innymi pracami Stefana Kisielewskiego. Po wojnie Lech Miklaszewski odtworzył całość z pamięci. Swobodna, niemal improwizacyjna forma sytuuje ten utwór między preludium a toccatą. Preludiowaniem zresztą Danse vive się zaczyna, by po kilkunastu taktach ukazać w lewej ręce regularny, 8-taktowy temat krakowiaka. Strzępy tematu powracają kilkakrotnie w różnych ujęciach, zarówno w wersji „secco”, jak i „cantabile. I jak przystało na przekornego autora – finał jest bombastyczny.

Do niedoścignionego wzoru kryjącego się w  Das Wohltemperierte Klavier  Jana Sebastiana Bacha sięgało w XX wieku  wielu kompozytorów, między innymi: Paul Hindemith, Dymitr Szostakowicz, Andrzej Panufnik, Krzysztof Meyer i…Stefan Kisielewski. Podczas okupacji, w tece kompozytorskiej Kisielewskiego znalazło się Sześć preludiów i fug na fortepian. Z pożogi wojennej ocalał tylko jeden dyptyk datowany na 1943 rok. Po zwiewnym figuracyjnym preludium następuje czterogłosowa fuga zbudowana na wzór bachowski – z wyrazistym tematem w tonacji e-moll i odpowiedzią realną o kwintę wyżej. W toku utworu harmonika i faktura nader się jednak komplikują przypominając o swoim dwudziestowiecznym rodowodzie. Po dwugłosowym, krótkim stretcie granym w przyspieszonym tempie (doppio movimento) następuje pełna emfazy, figuracyjna coda, którą kończą krzykliwe akordy w skrajnych rejestrach. Ostatnim dźwiękiem jest jednak zwielokrotnione oktawowo  e.

W tym samym, 1943 roku powstała wirtuozowska Toccata w której kompozytor po raz kolejny w swojej twórczości nawiązał do baroku – tym razem do wariacji ostinatowych opartych na powtarzanym, choć nieustannie zmienianym temacie w głosie basowym. Repryzowa forma utworu nie oznacza, że ostatecznym celem kompozytora było przypomnienie początkowych fraz utworu, to byłoby zbyt „grzeczne”. Całość kończą bombastyczne, podwójne oktawy w dynamice fff zwieńczone wzmocnioną oktawowo nutą e.

„Muzyka ma być narodowa w formie… - to jedna część hasła obowiązującego w Polsce po urzędowym zadekretowaniu, w 1949 roku, socrealizmu. Kompozytorzy chwycili się tego postulatu jak ostatniej deski ratunku broniącej przed … socrealistyczną treścią” – drugiego składnika owego hasła. Stylizacje folklorystyczne, czasami bardzo wysokiej próby, by wspomnieć choćby Koncert na orkiestrę Lutosławskiego, to signum polskiej twórczości pierwszej polowy lat 50-tych. Stefan Kisielewski ochoczo wziął udział w akcji upowszechnieniowej  pisząc utwory dla rozmaitych kapel, czy zespołów, skomponował też utwór będący w pewnym sensie rewersem przedwojennego Danse vive.  To powstały w 1951  Kaprys wiejski, w którym artysta wykorzystał motywy z przedwojennego, zaginionego Mazura na fortepian. Ale cóż to za mazur! Ukazuje się w pełnej krasie po długim wstępie przypominającym zrazu zabłąkane w mazowiecki krajobraz preludium Debussy`go.  Owe czarodziejskie figury przemieniają się z czasem w pełne wigoru, mazurowe „przytupywania”, by wreszcie wybuchnąć tańcem o zmiennym obliczu, ale zakończonym optymistycznym, mazurowym przytupem!

Nieustający, rytmiczny przepływ dźwięków, to ulubiona formuła, poprzez którą Stefan Kisielewski realizował swoje muzyczne wizje. Choć w tytułach tylko dwukrotnie odniósł się do idei „wiecznego ruchu” ( Moto perpetuo  na fortepian z 1953 (54?) roku i  Perpetuum mobile na orkiestrę z 1954 roku, wartka motoryka jest cechą szczególną wielu jego utworów. Moto perpetuo na fortepian ma być, według wskazówki kompozytora, realizowane w tempie presto energico. Mechaniczny z założenia, niemal „katarynkowy” nurt muzyki zmienia co chwila swą postać, zawsze jednak jest to nieustępliwy ruch naprzód zatrzymujący się dopiero na końcowym akordzie.

W 1936 roku Stefan Kisielewski skomponował I Sonatę na fortepian. Rękopis dzieła nie zachował się jednak, spłonął wraz z innymi partyturami podczas Powstania Warszawskiego. W połowie 1945 roku w tece kompozytorskiej Stefana Kisielewskiego pojawiła się II Sonata zrewidowana 10 lat później. Sonata składa się z trzech części ułożonych według klasycznej zasady: szybka-wolna-szybka. Miarą „klasyczności” utworu jest część pierwsza (Allegro) wsparta na dwóch, skontrastowanych tematach, z których pierwszy odgrywa w utworze pierwszorzędną rolę. Jeszcze w ekspozycji zostaje poddany  przeprowadzeniu kanonicznemu, a trzeba powiedzieć, że mimo prostego rysunku melodycznego temat ów zyskał iście „brahmsowską” oprawę akordową  nadającą mu patetyczny, pełen emfazy wyraz. Jakiż zatem kontrast z częścią drugą - Andanitino con moto, którą twórca zdecydował się w 1973 roku opublikować jako samodzielny utwór pod tytułem Serenada! To muzyka zagadkowa i tajemnicza. Mogłaby stanowić ilustrację do jakiejś filmowej scenki z nocnego Krakowa, gdzie kompozytor wówczas mieszkał. Tak sugestywne są bowiem skrajne fragmenty z pochodami schodzących w dół skali, pojedynczych dźwięków lewej ręki, niczym oddalających się i powracających kroków. Na ich tle pojawiają się motywy rozwinięte we fragmencie środkowym, przypominające klimat Preludiów Debussy`ego. Tancerki delfickie na krakowskim Rynku? Czemu nie?! Szybką część trzecią (Presto) można określić mianem ronda motorycznego lub – jak zasugerował kompozytor przy okazji prawykonania na Poznańskiej Wiośnie Muzycznej w 1985 roku – „stylizowanego preludium Bacha”.

Suita na fortepian powstała w 1955 roku i składa się z sześciu części. Są to: Preludium - Preludium -Menuet- Gawot - Aria –Toccata. W obu Preludiach kompozytor wierny jest zasadzie moto perpetuo – wiecznego ruchu, który w pierwszym utworze uobecnia się pod postacią potoku szesnastek przechodzących z prawej do lewej ręki, towarzyszących prościutkiemu, powtarzanemu z małymi zmianami tematowi. Preludium drugie grane sempre staccato, to seria ósemkowych, czterodźwiękowych pasaży, z powracającym w formie refrenu motywem początkowym. Pojawiający się po obu Preludiach Menuet w niczym nie przypomina eleganckiego, dworskiego tańca. Jest kanciasty, (z wyjątkiem tria), pełen „grubych” dysonansów. Kompozytor nie mógł nie umieścić w Sucie Gawota, ulubionego tańca postrzeganego jednak przez pryzmat pastiszu znanego z Symfonii klasycznej Prokofiewa. Kisielowy Gawot  mimo całej „kakofonii” brzmieniowej, pełen jest jednak barokowego  niemal wdzięku. Podobnie, jak następująca po nim liryczna Aria z „groźną”, akordową częścią środkową i wieńcząca całość, wirtuozowska Toccata.

Fortepianowa  Berceuse (Kołysanka) ma intrygującą historię i to bardziej politycznej niż muzycznej natury. Wydana w 1971 roku przez PWM pod nazwiskiem jej autora, czyli Stefana Kisielewskiego, po raz pierwszy ujrzała światło dzienne jako utwór….Jerzego Mrugacza! To jeden z pseudonimów, pod którymi Kisielewski publikował powieści i artykuły polityczne, gdy jego nazwisko znajdowało się na indeksie. Utwór, jako dzieło Jerzego Mrugacza, uzyskał wyróżnienie na konkursie kompozytorskim towarzyszącym Ogólnopolskiemu Festiwalowi Pianistyki Polskiej w Słupsku w 1968 roku. Kołysanka, jak przystało na przekornego autora, zawiera fragmenty, które bardziej kojarzą się z pobudką niż z łagodnym usypianiem, ale w całości kołyszący rytm jej figuracyjnych fioritur wnosi nastrój uspokojenia, wyciszenia, a nawet pewnej tajemniczości.

Trzy sceny burzliwe z 1983 roku, to ostatni utwór Stefana Kisielewskiego na fortepian solo. Do tej kompozycji, jak do żadnej innej pasują słowa Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, który w osobowości artysty wyczuł „nutę tragiczną” zagłuszoną maską błazna, jako świadomym kamuflażem. Dramatyzm Trzech scen burzliwych jest niekiedy tak „dramatyczny”, że wydaje się oscylować na granicy parodii. Może z wyjątkiem ostatniej sceny – Marciale maestoso, będącej w istocie marszem żałobnym wyraźnie nawiązującym do chopinowskiego marsza z Sonaty b-moll. Środkowy fragment tego utworu, to z kolei aluzja do finału chopinowskiej Sonaty. Część pierwsza ujęta jest w ramy bardzo poważnego, akordowego Maestoso, ale już rozbudowane Allegro energico, to przykład, jak przy pomocy kilku powtarzanych figur, niczym „kręcenie bączka” zbudować można błyskotliwą, pędzącą co tchu toccatę. Najbardziej „wiotka” fakturalnie jest część środkowa (Presto), choć i w niej nie brak oscylacji nasyconych brzmieniowo akordów, przybierających niekiedy postać pięciodźwięków.

Zgodnie z przytoczoną na początku deklaracją, w muzyce fortepianowej Kisielewskiego liryzmu jest niewiele, ale ów programowy barbaryzm, „powykręcane kubistycznie melodie”, jak mawiał sam ich autor, świetny warsztat i wyczucie fortepianu (był przecież pianistą!) wnoszą do twórczości na ten szlachetny instrument powiew świeżości, nieskrępowanej zabawy konwencjami i stylami muzycznymi ożywionymi ręką prawdziwego mistrza.

Małgorzata Gąsiorowska

W serwisie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej informacji w polityce prywatności.

×